niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 1

Siedziałam zmarznięta w piwnicy, na materacu zabrudzonym plamami krwi. 19-naste urodziny w tak pięknym miejscu są poprostu marzeniem.
Przy drzwiach w drugim końcu pokoju siedzi chłopak, czytający jakąś gazete. Dopiero teraz go zauważyłam. Niewysoki brunet, szczupłej sylwetki, ubrany w czarny garnitur i białą koszulę. Co ja tu robię? Jak się tu znalazłam? Po co? I kto mnie tu przyprowadził? Te pytania błąkały się gdzieś po mojej głowie.
Miejsce wyglądało na opuszczone, pleśń rozrastała się na suficie na wszystkie strony. Odraża mnie to, zawsze żyłam w bardziej luksusowych warunkach niż te. Drewniana podłoga odchodziła od podłoża.
Ręce miałam związane sznurem, które odzierały moje nadgarstki. Tak samo z nogami, buzie miałam zaklejoną szarą taśmą klejącą. Katar, który mnie gnębił od tygodnia nie ułatwiał jedynego oddychania przez nos.
Po kilku godzinach zaczęło mnie już to wszystko irytować, chłopak nadal tam siedział, co chwile chodził po jakieś nowe gazety lub książki, których przeczytał chyba masę. Głośno zaczęłam walić nogami o podłoge, która za chwile chciała się zawalić.
- Co chcesz? - chłopak zerwał szarą taśme z moich ust.
- Co ja tu robię? Co z rodzicami? - spytałam spokojnym głosem.
- Dowiesz się w swoim czasie, narazie spędzisz tutaj kilka dni - nadal nie widziałam jego twarzy w zupełnych ciemnościach.
- Dzisiaj są moje 19-naste urodziny, mógłbyś mnie przynajmniej odwiązać?
- Taki mały prezencik od nas i rodziców. - wyjął z kieszeni nóż i szybkim ruchem przeciął węzeł przy rękach.
- Dziękuje, kim jesteście? - musiałam zapytać, byłam ciekawa.
- Nie za dużo oczekujesz? - widziałam jedynie lekko podnoszącą sie brew chłopaka.
Coś mnie w nim zaciekawiło, jego tajemniczość, wrogość, a zarazem coś co sprawiało, że czułam, że się martwi. Miał niezwykły głos, bardzo silny i znany mi wcześniej, tylko nie wiedziałam skąd.
Pozatym powiedział, że prezent od nas i od rodziców. "Nas" czyli nie jest sam, są inni, więcej osób jest w to wpakowanych. A rodzice? Jak to? Przecież, nie. To niemożliwe.
- Młody, nie śpisz? - ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Nie.
- Chodź na chwile.
Wyszli, chciałam podłuchać co mówią. Usiadłam na piętach, powinno pójść z górki, krok za krokiem stępałam po drewianej podłodze.
- Policja nas szuka, musimy się stąd wynosić - usłyszałam za drzwiami damski głos.
- Jak to szuka? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie rozumiesz? Szuka, musimy znaleźć inne miejsce, zajmij się tym.
- Ale..
- Nie słyszałeś co powiedziałam? Zajmij się tym! - przerwała mu.
Nagle straciłam równowagę, padłam prosto na twarz, chyba tracąc przytomność. Przynajmniej tak mi się zdaje, nie pamiętam co się dokładnie stało.